Za czasów istnienia Związku Radzieckiego mnóstwo naukowców z tego kraju wyjeżdżało na Północ, by ją oswoić. Tam na Północy mieszkają różne narody, między innymi naród Buriatów, Nganasanów, Jakutów.
Narody te mieszkały w bardzo ciężkich i surowych warunkach, na otwartych przestrzeniach.
Szczególnie wielkim szacunkiem obdarowywali szamanów. Szamani ci byli uzdrowicielami, obrońcami, uzdrowicielami duchowymi. Przepowiadali przyszłość, a przede wszystkim byli to strażnicy wiekowych tradycji.
Uważa się, że szaman podróżuje pomiędzy dwoma światami. Potrafi odszukać człowieka. Przychodzą do niego duchy wraz z szamanem i przekraczają próg naszego świata. Zostawiają w naszym świecie ślad i pomagają szamanowi.

W dzisiejszych czasach szamanów, którzy podtrzymują tradycje jest już mało – szamanów, którzy uczą jak szanować prawa natury i duchy przeszłości.

Dzisiaj chcemy przedstawić Państwu naród Nganasanów – są to ostatni potomkowie rodu Ngamtuso. Mieszkają za kręgiem biegunowym, gdzie pod śniegiem zamarza najdalej wysunięty półwysep Rosji Tajmyr.
Opowiemy o nich, o ich tradycjach, które nie zmieniły się. Ich kultura nie została do końca pochłonięta przez cywilizację. Tajmyr to inaczej „ziemia tropów renifera”. Właśnie tutaj stał dom, czyli Chuma (czuma) – dom ostatniego szamana.

Nawet w czasach panowania władzy radzieckiej, przychodzili do niego ludzie i wysłuchiwali jego „kamłania”.
Szamańskie „kamłanie” naukowcy porównują do stanu nerwowego, podobnego do histerii.
Szamanami byli to głównie ludzie wrażliwi, którzy cierpieli na halucynacje, mieli też skłonność do padaczki, jednak potrafili regulować tym procesem i swoim stanem.

Szaman najpierw rozpala ognisko i zaczyna śpiewać. Wpada w trans. Wielki szaman poprzez „kamłanie” potrafił uzdrawiać, przepowiadać przyszłość, uśmierzać bóle, uciszać burzę i przywoływać renifery.

Jednak Wielki Szaman odszedł i nie zostawił po sobie żadnego adepta szamańskiego, została tylko jego córka Ewdokija.

Jest to kobieta niewidoma, ale wszyscy wokół mówią, że widzi więcej, niż ludzie posiadający wzrok.

Gdy spotykają się kobiety, to śpiewają. W swoich pieśniach dziękują za to, że nikt nie choruje, że matka Ziemia chroni cały lud i za to, że duchy ich przodków leżą w ciszy.

W XIX wieku naród Nganasanów bardzo się zmniejszył, zostało tylko 1000 osób i już nie powstają nowe Chumy.
Szaman Chotarej, od którego wziął swój początek ród szamanów, miał w swoim znaku ptaka, który nazywa się „гагара”, czyli ptaka z rodziny nurów.
Uważa się, że 5 szamanów dotarło do Tajmyru i dało początek rodowi, czyli wszystkim żyjącym tam ludziom.
Do dzisiaj mieszka tam jeden potomek szamanów Wiktor, który powiedział, że nie poszedł w ślady swoich przodków i nie jest szamanem. Stał się łowcą. Uważa się, że tylko drugi syn szamana dziedziczy po nim zdolności i nikt więcej, żadne z jego pozostałych dzieci.

„Jeśli nie możesz zostać szamanem, to nic złego! Rób to, co potrafisz robić najlepiej. Aby zostać szamanem, nie wystarczy urodzić się w rodzie Ngamtuso, a urodzić się ze szczególnym darem, czyli słyszeć pieśni duchów i im siebie poświęcić” – powiedział Wiktor.

Władza Związku Radzieckiego zlikwidowała tradycje i kulturę tego narodu, i wszystko zostało praktycznie utracone. Dzisiaj narody te rozpoczęły proces odradzania swego języka.

Związek Radziecki przyniósł nową epokę w latach 90 i 2000, i wiele rzeczy uległo transformacji. Wiedza przodków nie została uszanowana, jednak język tego narodu zachował się w kobiecych pieśniach. Kobiety dzisiaj rozpoczęły proces odradzania miłości do natury, do języka i miłość do starszego pokolenia.

Starsi ludzie jeszcze i dzisiaj trzymają przed swymi domami tak zwane „sanie pogrzebowe”, ale renifery nie będą ciągnęły tych sań. Na tych saniach dusza odchodzi do innego świata – do doliny ciszy.

Każda rodzina musi mieć swój talizman. On ochrania dom. W talizmanie żyją duchy, które trzeba karmić – zostawiać im trochę mleka, czy kawałek mięsa. Matki przekazują te talizmany swym córkom.

Mężczyźni szamani to strażnicy rodu. Mówią, że granica między naszym światem a światem duchów jest bardzo subtelna. W tamtych czasach kobieta nosiła na sobie do 15 kg biżuterii z żelaza. Były to min. dzwoneczki i bransolety, gdy kobieta poruszała się, biżuteria robiła hałas i odstraszała duchy.

Kobiety śpiewały swoim dzieciom pieśni i w tych pieśniach zawarta była dobra energia, która sprawiała, że dzieci były silne.

Gdy dusza odchodziła, czyli gdy umierał człowiek, to nie chowano go w ziemi. Pozostawiano na saniach pogrzebowych w Chumach, które znajdowały się w dolinie zmarłych.
Nikt bez przyczyny nie chodził do tych dolin, ponieważ uważano, że zakłóca się tym spokój duchom.
W tundrze znajdują się doliny zmarłych – tam w ciszy leżą ciała zmarłych. Dzieci chowano na drzewach, ponieważ uważano, że dusza dziecka zamienia się w ptaka i wzlatuje bardzo wysoko.

Ostatni z szamanów powiedział – „jak tylko człowiek zapomina o tym, że duchy mu pomagają, to duchy odchodzą i zabierają ze sobą wszystko, co jest dobre, czyli pożywienie, szczęście i radość.

W dzisiejszych czasach chciano zapełnić tereny tundry udomowionymi reniferami, jednak renifery te poumierały. Po czasie ponowiono tę próbę, ale udomowione renifery uciekły do lasu, do dzikich reniferów. Starsi ludzie powiedzieli, że nigdy tego nie było, by udomowione renifery uciekały do dzikich. Zazwyczaj to dzikie renifery łączyły się z udomowionymi i wypełniały stado.

Być może właśnie teraz następuje czas, gdy kobiety które jeszcze pamiętają te stare tradycje i pieśni, pomagają licznym duchom połączyć się z naturą, zrozumieć ją. Kto wie, może na powrót narodzi się Wielki Szaman, który będzie potrafił podróżować pomiędzy światami.
I tak, jak powiedział jeden z potomków szamanów – nie wystarczy urodzić się w rodzinie szamanów! To duchy muszą jeszcze wybrać tego człowieka na szamana!

Będziemy tutaj opowiadali o różnych tradycjach, różnych narodowościach, dlatego zachęcamy do czytania naszych artykułów.
Niedługo też pojawi się nasz nowy zwiastun, który będzie opowiadał o życiu szamanów, o ich tradycjach – czy one jeszcze żyją, czy żyją jeszcze prawdziwi szamani?!